Wróciłam do domu smutna, zmęczona, zawinęłam się w kocyk. otworzyłam buteleczkę martini... Potem w tym kocyku widziano mnie w trzech klubach nocnych...
Fajnie, że chociaż ty jesteś szczęśliwy. Bo ja tu kurwa umieram nie ma to jak pustka. Pustka rozpierdalająca nasze całe wnętrze. Łapie oddech, zaciągam powietrze, by w końcu wykrzyczeć to, co wkurwia najczęściej.