Wpada mąż do domu. Widzi żonę schyloną myjącą podłogę. Podchodzi, zadziera kiece do góry i ładuje jej palucha w pieroga. Na co żona się odwraca i mówi: Jesteś tak samo pojeebany jak Twoi kumple z pracy!
Siedzę wieczorem ogarnięty moją ciszą, oni nie słyszą, a ja tak jak w transie. Te proste dźwięki mnie kołyszą, nade mną chmury wiszą, wszystko jest takie łatwe i paradoksalne.
Jesteś moją siostrą, rzekł w końcu. Moją siostrą, moją krwią, moją rodziną. Powinienem cię chronić, zaśmiał się bez krzty wesołości. Chronić przed chłopcami, którzy pragną zrobić z tobą to, co ja bym chciał.