Chodzę, mówię, śmieję się, czytam, bawię się, myślę. Ale to nie tak. Zawsze przychodzi moment, w którym coś mnie nagle uderza, że mało nie zwala mnie z nóg. Jakaś porażająca, nagła świadomość niepełności, niekompletności, pustki.
Potrzebujesz światła tylko wtedy, gdy zapada mrok. Tęsknisz za słońcem tylko wtedy, kiedy śnieg za oknem. Pojmujesz, że ją kochasz tylko wtedy, kiedy pozwolisz jej odejść.