I nachodzi mnie ta chwila, że brakuje mi w łóżku mężczyzny. Żeby móc się do niego przytulić, żeby osłonił mnie przez tym dorosłym życiem, żeby się porozkoszować ciepłem drugiej osoby. Żeby się z nim kochać i wiedzieć, że stoi za tym fascynacja jakaś, jakieś uczucie.
Mogę tylko patrzeć na siebie z boku, siedzieć przy swoim pustym korpusie i obserwować potoki łez, które nie przynoszą ulgi, ponieważ nikogo nie ma w środku. Odeszłam.