Jak niewiele wystarczy, by zachorować na miłość? Jeden deszczowy pocałunek, kilka rozmów o niczym, parę przytuleń na powitanie i pożegnanie, obecność i nieobecność. Nic wielkiego. I nagle nie ma na to rady.
Najgorszą chorobą nie jest trąd, czy gruźlica, ale świadomość, że jest się nikomu niepotrzebnym przez nikogo nie kochanym, przez wszystkich opuszczonym